Nasz ukochany rynek mediów papierowych ostro ze sobą współzawodniczy dołączając co i raz do wydań jakieś suweniry. Gdy to jest film i to dobry, to zaczynamy się cieszyć, ale gdy dołączają czasami płytkę z jakąś powieścią czy słuchowiskiem no to sprawa nie staje się tak jednoznacznie pozytywna. Bierzemy taką płytkę i ... okazuje się, że w praktyce sprawia ona więcej kłopotu niż pożytku. Bowiem, to coś, co jest tam nagrane jest podzielone na części i zapisane w mp3. I co z tym począć?
Jeżeli mamy radio w samochodzie albo w domu, które odtwarza "mptrójki" to nie ma sprawy. Nastawiamy i słuchamy w wolnym czasie, ale jak odsłuchać gdy nie mamy takiego dobrodziejstwa? Musimy przekonwertować mptrójkę na płytę, którą radio odtworzy, ale tu jest pewien problem, bo utworzenie takiej płyty np Toastem pogorszy i tak nie najlepszą jakość tego czegoś bowiem taka mptrójka ma birate o wielkości 64. Jak to jest zwykła powieść to pal sześć - jakoś słychać, ale jak to jest słuchowisko to gorzej.
No dobra, ale jak ktoś ma iPoda Touch, którego nabył drogą kupna za ciężko pożyczone pieniądze na przykład, albo naciągnął jakąś bliską osobę na zakup owego i teraz ma i chciałby odpocząć od muzyki, albo wchłonąć lekturę nie czytając jej, przygotować się do egzaminu, albo sobie umilić życie słuchając fajnej powieści na plaży czy w parku, to co ma zrobić?
Ja co prawda takiego prawdziwego (zresztą nie wiem jak może wyglądać taki prawdziwy, ale jednak) audiobooka nie widziałem ale płytki z tekstem czytanym dołączane do gazet czy książki czytane które można nabyć w naszym kraju, a zapisane w mptrójkach to raczej audiobookami nie są. No przepraszam, ale mam takie wrażenie. I ci pożal się Boże producenci robiący owe "książki czytane" to tylko marnują talenty ludzi, którzy wykonują tę "robotę mówioną", bo to poprostu nie idzie a tak właściwie rozchodzi się po ludności jako dodatek do prawdziwej książki albo jakiejś gazety. I tu powiem, że widziałem już paru takich nabywców, którzy płytkę w następnej chwili po zapłaceniu rachunku za gazetę, umieścili w koszu na śmieci.
Pewnie całkiem słusznie, bo nosić ze sobą wyjęte z samochodu radio z podłączonymi słuchawkami jakoś źle wygląda i można narazić się a agresję ze strony Straży Miejskiej a dyskmen czy jakoś tak jest już nie modny. W każdym razie w tym sezonie i w kilku następnych. Ale producenci "mówionych" pewnie o tym nie wiedzą i dlatego trzymają się tego standardu.
Tak więc, mam wrażenie, że to co nam wciskają, TO JEST TYLKO SUROWIEC, nad którym trzeba popracować odpowiednią technologią aby go uzdatnić.
Oczywiście można pójść na łatwiznę i poprostu wgrać owe tekstowe mptrójki do iTuna i zaciągnąć je następnie do iPoda. A tam można odsłuchać to coś jak muzyczny kawałek, tyle, że jak będziemy chcieli wgrać kilka takich książek czytanych to możemy mieś problem z nazwami, które zaczną się mieszać - zresztą sami macie o tym pojęcie. a co gorsze w terminie późniejszym mogą wymagać przeskakiwania, bo takie mówione kawałki znajdą się na liście utworów, ale to też wiecie, to co ja tam będę ... a w każdym razie taka robota to kupa czyli po angielsku pup.
Inna mowa by była, gdyby istniał w Polsce iTune Store. Audiobooki byłyby do kupienia. Odpowiednio opracowane i interes by się kręcił, ale cóż
No, nie rozpieszczają nas.
I odrazu wyjaśnę, są jakieś gotowe programy – jeden się nazywa np; Audiobook Maker. Nie polecam. Pod Leopardem nie robi. To znaczy robi, kręci konwertuje, długo. Efektów nie ma. I ten w wersji pl i nie pl. Zresztą ten “nie pl” to kręci taką książkę nawet ze czterdzieści minut, co jest niezwykle wk********e.
Jest jeszcze proponowany na tym forum Audiobook Builder. Płatny, można wstawić obrazek – niby okładkę, ale nie dość, że płatny to nie łączy plików. Przynajmniej mi nie połaczył, więc zrezygnowałem z kupna.
W tym miejscu prośba; może ktoś zna jakiś gotowy dobry program, sprawdzony, prosty i najlepiej darmowy. Bo wiecie ja lubię darmowe programy. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię.
Ale puki nie znam dobrego programu na Maca, to proponuję dwa rozwiązania.
Jak se poradzić z audiobookiem, czyli jak wyprostować krętą drogę książek czytanych i doprowadzić ją do iPoda.
Pierwsze rozwiązanie jest czysto macowe i o dziwo niezwykle szybkie acz kolwiek nie zadawalające, drugie troszkę wolniejsze i wymaga zaangażowania niestety łindołsa a później po łindołsie należy posprzątać Maciem. Co już jest przyjemniejsze.
No dobra to teraz do roboty.
Na dobry początek będzie nam potrzebny skrypt Quick convert, który możemy zaciągnąć z sieci. Skrypt należy umieścić w katalogu “Scripts”. Trza se go wykonać, a ów katalog należy umieścić w /Biblioteki/iTunes.
Teraz cała zabawa wygląda następująco:
1. Wrzucamy te czytane empetrójki do iTuna tak jakbyśmy wrzucali pliki muzyczne.
2. Ustawiamy je tak aby zajmowały pierwsze miejsce w “Muzyka” na liście do odtwarzania.
3. Przechodzimy do naszego skryptu i odpalamy go
4. Ulazuje się formatka z pytaniem – klikamy nie ok tylko “aac”
5. Potem odpowiadamy na jeszcze parę śmiesznych pytań o podanie nazwy katalogu, który powstanie i o to czy zachować źródło czy nie i program zaczyna konwertować
W iTunie na belce po lewej stronie (zresztą jest jedna) utwoży się katalog z nazwą którą podaliśmy i z przekonwertowanymi plikami. Teraz można je przenieść na pulpit. Niech chwilę ostygną. W między czasie ów świerzo utworzony katalog można zlikwidować.
Teraz należy odpalić iTuna, z belki na górze z “Plik” wybrać “Dodaj do Biblioteki” i wskazać ten nasz katalog stygnący na pulpicie. iTune wrzuci to do katalogu “Książki audio” a podczas synchronizacji iPod zaciągnie to do audiobooków. I ma on rozszerzenie “m4a”
Wadą tego przedsięwzięcia jest to, że nie będzie to plik ciągły i nie będzie okładek. Można to już jednak konsumować, chodzi na iPodzie dobrze, pamięta gdzie skończyliśmy słuchać, ale wyglądu to to ni ma. No i w katalogu plików muzycznych trzeba posprzątać po plikach “mówionych”.
No i ten drugi sposób z użyciem wrażego łindołsa.
1. Trza se wgrać darmowego AudioBookConventer. Ja spożytkowałem jakąś starą wersję – podobno jest nowsza.
2. Uruchamia się go, zapodaje mu się katalog z mówionymi mptrójkami,
3. Robi,
4. Robi tak ze dwadzieścia minut.
5. Ale jak zrobi to zrobi i AAC czyli “m4b” i ma on postać pliku ciągłego czyli nic się nam nie “potasuje w trakcje jakby co.
6. Teraz klikamy dziada i on przeprowadza się do iTuna do katalogu “Książki audio” skąd pobierze sobie go iPod.
Ale, ale. To jeszcze nie koniec.
Tak wyprodukowanego przez nas audiobooka możemy jeszcze obłożyć. A jakże.
Wybieramy ładną oryginalną okładeczkę, wprowadzamy ją, po zaznaczeniu naszego audiobooka” do Informacji/Grafika albo do okienka “Zaznaczona rzecz” i upuszczamy. Ja sobie zrobiłem pierwszego audiobooka z płytki Ferdydurke czytanej przez Fronczewskiego. Płytka była dołączona do GW. Okładkę oryginalną ściągnąłem z Internetu i mój “bók” wygląda jak płytka w miniaturze. W każdym razie niezwykle profesjonalnie.
Takie powinny być w sprzedaży.
Życze miłej zabawy i dobrego słuchania




LinkBack URL
About LinkBacks



Odpowiedź z Cytatem